Mialam ostatnio gosci na swojej glowie... i to nie byle jakich... Zaczelo sie od tego, ze pewnego dnia mowie do K. : `kurcze strasznie swedzi mnie glowa, chyba pierwszy raz w zyciu mam alergie na glowie`... wtedy ona powiedziala`nie , nie, nie moje droga to nie to, zapewne masz wszy`. I wtedy ogarnelo mnie obrzydzenie, polaczone ze strachem i checia zemsty, odwetu, morderstwa na robaku!!! Na szczescie jest na nie bardzo latwy sposob. Mianowicie(tu zapamietajcie, jezeli kiedykolwiek udacie sie do Boliwii moze Wam sie przydac) 96 procentowy alkohol, a potem 5 minut z workiem na glowie , smierdzac jak stary zul...ale pozbylam sie ich.. Dzisiaj postanowilam zrobic czyszczenie wtorne dla pewnosci i po nich ani sladu, jednak wlalam sobie troche spirytusu do oczu... oj bolalo... Zastanawialam sie tez, ze wszy powinny wydawac jakies odglosy, jak swierszcze, muchy, albo komary... Potem jednak stwierdzilam, ze w kraju takim jak ten wszyscy dostali by na leb, poniewaz jakies 96 procent spoleczenstwa ma wszy... No i to sa wlasnie uroki pracy z dziecmi, ktore sie do Ciebie przytulaja, ale to nic po prostu poczulam sie jeszcze bardziej zzyta z tym miejscem...
Ostatnio zauwazylam jak bardzo zmienilo sie dla mnie to Santiago od czasu , kiedy tu przyjechalam.. Jak zupelnie inaczej na nie patrze, jak jest wazne... Moje pierwsze tygodnie byly strasznie i chcialam po prostu wrocic do domu, rzucic to wszystko i byc z Wami na wieki wiekow, amen.. I tesknie czasem za prozaizmem, za takim zwyklym zyciem... za telewizja , za obejrzeniem glupiego serialu, za zjedzeniem zupki z paczki, albo takiego jakies mojego ulubionego dania, za marudzeniem na studia i na to ajkie sa beznadziejne, za studiowaniem... za byciem po prostu nikim posrod tlumu... i za Wami , nie jestescie prozaiczni wierzcie mi, tesknie za kazda glupia mozliwoscia rozmowy z Wami i za tym,z e mnie znaliscie i pozwalaliscie na wiele rzeczy... I obiecuje, ze do Was wroce.. Mimo tego, ze teraz mieszkam na `Przedmiesciach Paradise`. Tak bardzo pasuje to okreslenie... I nie zawsze sie z tym zgadzam, ale tak mozna tu sie czuc, wszystko zalezy od nastawienia.. Ludzie tu przyjezdzaja i zastanawiaja sie co robi ta gringa na koncu swiata,posrodku nicosci... i tak tez mozna to postrzegac.. mozna mi wspolczuc, ze moj kraj jest tak daleko, ze nie ma tu Was, ale mozna mi zazdroscic... Czego? Tego np. ,ze gdy chce sie napic herbaty z cytryna po prostu podchodze do drzewa i ja zrywam, albo zjesc banana... albo napic sie swiezo zrobionej , pachnacej kawy, albo isc na msze i spiewac moja ulubiona piosenke w indianskim jezyku, albo ogladac filmy w domu , w ktorym sprzedaje sie mieso z martwa krowa wiszaca na haku, albo lezec w hamaku.. I ostatnia sobota, kiedy spalam w domu Kathryn i tym razem wstalam razem z Rachel na dojenie przed 6 rano... i powiem Wam to bylo absolutnie, kompletnie cudowne... Stodola z widokiem na gory i slonce, ktore wschodzi i oswietla wszystko tym cudownym pomaranczowo -czerwonym kolorem, i 14 wyjacych krow, ja w kaloszach z kawa w rece z mlekiem prosto z wymiona i czujesz sie w takich momentach , ktore moga byc takze prozaiczne najszczesliwszy na swiecie... To jest niepojete co ja codziennie widze z okna, co ja tu robie... a potem podjechalismy na mirador, a potem sama sprzatnelam obore stojac po kolana w gownie i naprawde, naprawde bylam szczesliwa... A wieczorem Fogata z okazji sw. Jana i przetanczylam pol nocy , lamiac przy tym meskie serca.. i czasem marudze, czasem narzekam, ale to jest to miejsce...Moje miejsce i staram sie oddac Wam chociaz mala jego czastke... I niedlugo przyjedzie Padre Piotra, co mnei troche przeraza, bo ludzie klna tu po polsku, a ja nie wiem dlaczego i spiewaja zima na ramiona moje spada... To jest wlasnie moj diabelski wplyw, angel de infierno... tak o mnie mowia, i troche w tym prawdy.. Za tydzien dzieciaki zaczynaja 2 tygodniowe wakacje no i troche sie martwie , bo przez zawody sportowe jestesmy w dupe z programem, ze sie wyraze, na maxa.. Ale to nci musze byc tylko spokojna... I wiecie co znowu mi sie snicie, i jestem przekonana ,ze wrocilam, a potem widze swoje nniebieskie sciany i okazuje sie , ze nie..ze to po prostu moje boliwijskie loze....I wtedy mysle, styczen przyjedzie lada dzien i zjawie sie ja w alpakowym swetrze z nareczem nikomu niepotrzebnych prezentow, z miesniami ktorych nikt sie nie spodziewa nawet ja, a one rosna... buziaki napiszcie mi w koncu te cholerne maile!
wtorek, 26 czerwca 2012
środa, 20 czerwca 2012
Myslicie , ze boje sie okropnych pajakow , wielkich os, czy skorpionow, czy wezy(no ich moze sie troche boje), czy glowy swini w lodowce Kathryn!!! Otoz nie... Boje sie ... uwaga gesi... I to nie jest taki strach, ze sie boje tylko(moze czytaja to takze Ci , ktorzy pamietaja moj paniczny lek przed kotami), no to , to jest wlasnie ten rodzaj panicznego leku... ale wszystkim jest do smeichu, wiec siedze np. przez 15 minut w zamknietej lazience i nie chce wyjsc... a wczoraj Joe zalozyl jej jeszcze na szyje moj pasek , no i cholera to jest smieszne, ale zalamalam sie i ucieklam z domu Kathryn, na szczescie zaczeli mnie gonic i przepraszac, wiec widzicie martwia sie o mnie i zaczynaja mnie kochac:) Ale lubie patrzec na gesi lecace, a lek wynika z tego , ze nie moge ich zdepnac jak tarantuli , czy skorpiona!
I chyba, nie chce sie mylic, ale nie napisalam Wam tej boskosci, a propos arcyciekawych boliwijskich ciekawostek... zgadnijcie ile tu sie placi za wode, za miesiac... no sprobujcie najpierw w glowie.......................................................................................................( to jest miejsce na myslenie!!!)....
wiec 20 bolivianos, czyli w przeliczeniu, jakies 10 zlotych ... wyobrazacie to sobie, ja nie moge, a woda jest najlepsza na swiecie...
i to byla pierwsza... a druga:
JEzyk Gwizdow....
Kiedy tu przyjechalam myslalam, ze gwizdza na mnie , bo jestem dzida... no i tto tez, ale teraz nauczylam sie rozrozniac wiele rodzaji gwizdow... Mianowicie... moga na Ciebie zagwizdac, ale dzida...Ale moga na Ciebie zagwizdac `chodz tu`, albo `gdzie jestes``albo`co robisz `, albo moga zagwizdac na krowe, albo ,zeby kogos draznic, co czesto robia, bo gwizdza bardzo glosno i to moze byc drazniace, ale to jest niepojete, ze oni naparwde to rozrozniaja i ja zaczynam, naprawde, juz rozpoznaje gwizdy moich chlopakow , albo rachel i wiem, ze to nie ci inni:)
I czuje sie jak nastolatka, jakbym znowu wrocila do tego czasu, te cudowne wieczory , pelne beztroski... gdzie gramy w uno na srodku placu, albo ganiamy sie, uciekamy przed soba, bijemy sie, smiejiemy, zartujemy ciagle... i rozumiem zarty,i czuje sie czescia wspolnoty mojego miasta, chociaz czasem to co oni tu wyprawiaja jest niemozliwe.. Ostatnio pobily sie dwie kandydatki na burmistrza Santiago... Tak, wlasnie ta droga rozwiazuje sie tutaj konflikty...
aha i w zeszlym tygodniu nikt nie przychodzil na zajecia , bo byla Fiesta de San Antonio, takie imieniny ulicy... Ktore objawiaja sie tym, ze wszyscy pija przez 4 dni i bawia sie w dyskotece na terenie kaplicy... Zapraszam, bylam i polecam, ale mimo to przychodzilam na zajecia!!!
No i Boliwia to chyba jeden z niewielu krajow, w ktorych mozesz kupic alkohol w worku na litry... zapraszam:)
No wiecie co jeszcze jest wzglednie boskie, a raczej dziwne, magiczne... Jak przychodzi sur.... Koguty pieja wczesniej... ale jest powiedzmy jeszcze cieplo.. i nagle zupelnie niewiadomo skad przychodzi taka kompletniewszechogarniajaca , kompletnie absolutnie zimna mgla i ona pochlania wszystko, wchodzi Ci w dusze i stajesz sie smutniejszy,a le mimo wszystko , ma w sobie to zachwycajace piekno!!!
A ten zeszly tydzien byl dla mnie bardzo ciezki, chcialam wracac do domu, ale wiem , ze nie moge i w ogole i nie wroce przeciez!!Ale nagle nastapilo przebudzenie mojej milosci do swiata i ludzi, tego miejsca. I wszystko przez to, ze gdy mknelismy rozklekotana toyota, by zajac sie nowonarodzonym cielaczkiem zobaczylam to niebo... i znow moge oddychac i lakne na nowo... i mam przyjaciol i skad wiem?? Bo zaczynaja do mnie mowic Sykula, chociaz to brzmi bardziej jak Sikiula, albo Sikiulka, ale jest urocze:)Ale nie zapominam o Was, tylko po prostu oddaje sie temu miejscu , temu momentowi w moim zyciu, ktory czasem jest lekki jak piorko, a czasem ciazy mi , jak rachel, wlazaca mi na plecy, i traktujaca mnie jak konia:) Buziaki
I chyba, nie chce sie mylic, ale nie napisalam Wam tej boskosci, a propos arcyciekawych boliwijskich ciekawostek... zgadnijcie ile tu sie placi za wode, za miesiac... no sprobujcie najpierw w glowie.......................................................................................................( to jest miejsce na myslenie!!!)....
wiec 20 bolivianos, czyli w przeliczeniu, jakies 10 zlotych ... wyobrazacie to sobie, ja nie moge, a woda jest najlepsza na swiecie...
i to byla pierwsza... a druga:
JEzyk Gwizdow....
Kiedy tu przyjechalam myslalam, ze gwizdza na mnie , bo jestem dzida... no i tto tez, ale teraz nauczylam sie rozrozniac wiele rodzaji gwizdow... Mianowicie... moga na Ciebie zagwizdac, ale dzida...Ale moga na Ciebie zagwizdac `chodz tu`, albo `gdzie jestes``albo`co robisz `, albo moga zagwizdac na krowe, albo ,zeby kogos draznic, co czesto robia, bo gwizdza bardzo glosno i to moze byc drazniace, ale to jest niepojete, ze oni naparwde to rozrozniaja i ja zaczynam, naprawde, juz rozpoznaje gwizdy moich chlopakow , albo rachel i wiem, ze to nie ci inni:)
I czuje sie jak nastolatka, jakbym znowu wrocila do tego czasu, te cudowne wieczory , pelne beztroski... gdzie gramy w uno na srodku placu, albo ganiamy sie, uciekamy przed soba, bijemy sie, smiejiemy, zartujemy ciagle... i rozumiem zarty,i czuje sie czescia wspolnoty mojego miasta, chociaz czasem to co oni tu wyprawiaja jest niemozliwe.. Ostatnio pobily sie dwie kandydatki na burmistrza Santiago... Tak, wlasnie ta droga rozwiazuje sie tutaj konflikty...
aha i w zeszlym tygodniu nikt nie przychodzil na zajecia , bo byla Fiesta de San Antonio, takie imieniny ulicy... Ktore objawiaja sie tym, ze wszyscy pija przez 4 dni i bawia sie w dyskotece na terenie kaplicy... Zapraszam, bylam i polecam, ale mimo to przychodzilam na zajecia!!!
No i Boliwia to chyba jeden z niewielu krajow, w ktorych mozesz kupic alkohol w worku na litry... zapraszam:)
No wiecie co jeszcze jest wzglednie boskie, a raczej dziwne, magiczne... Jak przychodzi sur.... Koguty pieja wczesniej... ale jest powiedzmy jeszcze cieplo.. i nagle zupelnie niewiadomo skad przychodzi taka kompletniewszechogarniajaca , kompletnie absolutnie zimna mgla i ona pochlania wszystko, wchodzi Ci w dusze i stajesz sie smutniejszy,a le mimo wszystko , ma w sobie to zachwycajace piekno!!!
A ten zeszly tydzien byl dla mnie bardzo ciezki, chcialam wracac do domu, ale wiem , ze nie moge i w ogole i nie wroce przeciez!!Ale nagle nastapilo przebudzenie mojej milosci do swiata i ludzi, tego miejsca. I wszystko przez to, ze gdy mknelismy rozklekotana toyota, by zajac sie nowonarodzonym cielaczkiem zobaczylam to niebo... i znow moge oddychac i lakne na nowo... i mam przyjaciol i skad wiem?? Bo zaczynaja do mnie mowic Sykula, chociaz to brzmi bardziej jak Sikiula, albo Sikiulka, ale jest urocze:)Ale nie zapominam o Was, tylko po prostu oddaje sie temu miejscu , temu momentowi w moim zyciu, ktory czasem jest lekki jak piorko, a czasem ciazy mi , jak rachel, wlazaca mi na plecy, i traktujaca mnie jak konia:) Buziaki
poniedziałek, 4 czerwca 2012
Co , by duzo Wam nie mowic, jestem coraz lepsza w krowach!!! Oj tak zaczynam byc cowboy - girl na calego... Teraz wiem, na co mi byla nauka emisji glosu!!!! Krowy lubia jak spiewam im arie, lub cwiczenia Vaccai'a wierzcie mi. I nie ma nic lepszego jak isc zabrac krowy z jednego pastwiska na drugie, a 5 z nich na dojenie i spiewac po drodze w nieboglosy, i chodzic w kaloszach i w turbanie na glowie, i lapac te chwile cholernej radosci... Opisze Wam teraz caly obrzadek , w ktorym uczestnicze w sobote... Nazwijmy go : " Okielznanie natury - czyli dojenie krow"...
Zacznijmy od poczatku... Nie wiem , czy wiecie, ja nie wiedzialam, ale krowy daja mleko tylko wtedy, gdy maja cielaczki( male krowki sa cudowne, chociaz moge cie zcasem kopnac ,ale to nie boli). Wiec wszystko zaczyna sie na pastwisku dla cielakow,o jakiejs 3 po poludniu ,trzeba je wszystkie zlapac i zamknac w zagrodzie w oborze, gdzie pozniej przyjda ich matki... Oczywscie spiewam im, bo to lubia, a Vedrai carino jest po prostu idealne... Pozniej z reguly ide z Rachel na pastwisko, dla duzy krow, krow matek i jednego byka, i to jest moja ulubiona czesc musisz isc jakies 15 minut, zeby dojsc do tego pastwiska, gdy dochodzimy tam z rachel zaczynamy nawolywanie krow i wiecie co?! One przychodza, wtedy otwieramy bramke i zabieramy je na inne pastwisko, a 5 z nich na dojenie i to jest ta trudna czesc. Boje sie krow coraz mniej, ale budza we mnie jeszcze ciagle przerazenie, szczegolnie, ze niektore z nich sa zlosliwe, a zlosliwosc krowy, ktora ma rogi, moze byc oplakana w skutkach. Wiec mamy kije i krzyczymy na krowy, no i jakim sposobem oddzielic 4 krowy , ktore ida na dojenie od pozostalej krowiej braci, no jest trudno, ale w zeszla sobote zrobilam to parwie sama i sie udalo!! No i potem zabieram te krowy do obory i musze zamknac ich glowy w takim drewnianym czyms, nie mam pojecia jak to sie nazywa.. i zrobilam to sama, przezwyciezylam swoj wlasny lek do krow... A co potem! Potem trzeba wziac cielaka, zeby possal troche wymiono, no i to tez nie jest proste bo trzeba uzyc sily, ale mamy przeciez Joe, ktory umie poslugiwac sie lasso ... i wtedy zaczynam doic, pojedynczo... idzie mi coraz lepiej, ale nie uwierzylibyscie , jak doskonale doja joe i raquel , no i przez to ich doskonale panowanie nad wymionami, czesto mam mleko w oku , albo po prostu wszedzie, uwielbiaja mi to robic:) No, i czyz to nie jest zabawne??? Czasem nie moge sie sobie nadziwic, ze robie takie rzeczy, ale sprawia mi to ogromna frajde!!! Wierzcie mi... No i teraz bylam sama w convento, bo filo mia mammita wyjechala , no i to byl cudowny czas spokoju:)
A co u dzieciakow? Ciagle mam ochote je zabic, cholerne zawody sportowe, najwazniejsze w roku... nie przychodza na proby, a ja za to zaczynam uczyc sie na kontrabasie, przy okazji tego, ze raquel chce sie uczyc na kontrabasie... No i w koncu mamy sprzataczke i coordinatore, ktora ma strasznie plaska twarz i nie moge na nia patrzec, ale jestem mila:)
I mam duzo czasu na przemyslenia, i spostrzezenia I wiecie co.... To Wam scharakteryzuje najbardziej z jakimi facetami mam tu doczynienia.. to zdanie , ktore jakos zaswitalo mi w glowie....TO NIE POJETE , JAK ONI POTRAFIA KOCHAC, ICH WIELKIE SERCA POTRAFIA POMIESCIC NAWET 5 KOBIET NA RAZ, KTORE KOCHAJA ROWNIE MOCNO... Oj wierzcie mi staralam im sie wytlumaczyc , ze to jest niemozliwe, ze tak sie nie da, ale oni dzielnie trwaja w swojej naturze, i moze to jest ta prawdziwa meska natura... No i czasem musze im tlumaczyc, ze to ,ze mam niebieskie oczy i niezle piersi nie znaczy, ze mnie kochaja, mimo, ze nigdy ze mna np, nie rozmawiali, i niebieskie oczy nie swiadcza o tym, ze jestem piekna, ale nie da sie i tak ciagle nazywaja mnie profe hermosa... no i coz poczac? Staram sie tym cieszyc, bo strasznie mnie to bawi:) I tancze i strasznie to lubie:) A czasem dopada gorszy dzien....i jeszcze raz Wam powiem !! jestem tu szczesliwa i nie , nie wracam za miesiac, ani jutro:) Wiec jeszcze mozecie mnie odwiedzic:) I buziaki i piszcie do mnie :)Ja postaram sie byc lepsza:)
Zacznijmy od poczatku... Nie wiem , czy wiecie, ja nie wiedzialam, ale krowy daja mleko tylko wtedy, gdy maja cielaczki( male krowki sa cudowne, chociaz moge cie zcasem kopnac ,ale to nie boli). Wiec wszystko zaczyna sie na pastwisku dla cielakow,o jakiejs 3 po poludniu ,trzeba je wszystkie zlapac i zamknac w zagrodzie w oborze, gdzie pozniej przyjda ich matki... Oczywscie spiewam im, bo to lubia, a Vedrai carino jest po prostu idealne... Pozniej z reguly ide z Rachel na pastwisko, dla duzy krow, krow matek i jednego byka, i to jest moja ulubiona czesc musisz isc jakies 15 minut, zeby dojsc do tego pastwiska, gdy dochodzimy tam z rachel zaczynamy nawolywanie krow i wiecie co?! One przychodza, wtedy otwieramy bramke i zabieramy je na inne pastwisko, a 5 z nich na dojenie i to jest ta trudna czesc. Boje sie krow coraz mniej, ale budza we mnie jeszcze ciagle przerazenie, szczegolnie, ze niektore z nich sa zlosliwe, a zlosliwosc krowy, ktora ma rogi, moze byc oplakana w skutkach. Wiec mamy kije i krzyczymy na krowy, no i jakim sposobem oddzielic 4 krowy , ktore ida na dojenie od pozostalej krowiej braci, no jest trudno, ale w zeszla sobote zrobilam to parwie sama i sie udalo!! No i potem zabieram te krowy do obory i musze zamknac ich glowy w takim drewnianym czyms, nie mam pojecia jak to sie nazywa.. i zrobilam to sama, przezwyciezylam swoj wlasny lek do krow... A co potem! Potem trzeba wziac cielaka, zeby possal troche wymiono, no i to tez nie jest proste bo trzeba uzyc sily, ale mamy przeciez Joe, ktory umie poslugiwac sie lasso ... i wtedy zaczynam doic, pojedynczo... idzie mi coraz lepiej, ale nie uwierzylibyscie , jak doskonale doja joe i raquel , no i przez to ich doskonale panowanie nad wymionami, czesto mam mleko w oku , albo po prostu wszedzie, uwielbiaja mi to robic:) No, i czyz to nie jest zabawne??? Czasem nie moge sie sobie nadziwic, ze robie takie rzeczy, ale sprawia mi to ogromna frajde!!! Wierzcie mi... No i teraz bylam sama w convento, bo filo mia mammita wyjechala , no i to byl cudowny czas spokoju:)
A co u dzieciakow? Ciagle mam ochote je zabic, cholerne zawody sportowe, najwazniejsze w roku... nie przychodza na proby, a ja za to zaczynam uczyc sie na kontrabasie, przy okazji tego, ze raquel chce sie uczyc na kontrabasie... No i w koncu mamy sprzataczke i coordinatore, ktora ma strasznie plaska twarz i nie moge na nia patrzec, ale jestem mila:)
I mam duzo czasu na przemyslenia, i spostrzezenia I wiecie co.... To Wam scharakteryzuje najbardziej z jakimi facetami mam tu doczynienia.. to zdanie , ktore jakos zaswitalo mi w glowie....TO NIE POJETE , JAK ONI POTRAFIA KOCHAC, ICH WIELKIE SERCA POTRAFIA POMIESCIC NAWET 5 KOBIET NA RAZ, KTORE KOCHAJA ROWNIE MOCNO... Oj wierzcie mi staralam im sie wytlumaczyc , ze to jest niemozliwe, ze tak sie nie da, ale oni dzielnie trwaja w swojej naturze, i moze to jest ta prawdziwa meska natura... No i czasem musze im tlumaczyc, ze to ,ze mam niebieskie oczy i niezle piersi nie znaczy, ze mnie kochaja, mimo, ze nigdy ze mna np, nie rozmawiali, i niebieskie oczy nie swiadcza o tym, ze jestem piekna, ale nie da sie i tak ciagle nazywaja mnie profe hermosa... no i coz poczac? Staram sie tym cieszyc, bo strasznie mnie to bawi:) I tancze i strasznie to lubie:) A czasem dopada gorszy dzien....i jeszcze raz Wam powiem !! jestem tu szczesliwa i nie , nie wracam za miesiac, ani jutro:) Wiec jeszcze mozecie mnie odwiedzic:) I buziaki i piszcie do mnie :)Ja postaram sie byc lepsza:)
sobota, 26 maja 2012
Kradne wlasnie sobie te chwile, chwila ciszy popoludniowej w domu Kathryn... Zastanawiam sie ostatnio, czy mozna stworzyc sobie w mozgu 2 rownolegle sciezki myslowe. Probuje, ale ten glos w mojej glowie jest tylko jeden, tak dziwne... wiem.
Musze Wam napisac.. wszystko zaczyna sie wyjasniac, wszystko zaczyna sie ukladac , wszystko staje sie przejrzyste, znajduje sie... jestem... To, ze podjelam decyzje o przyjezdzie tutaj w jedna minute, ze wiedzialam od razu, bez zastanowienia, jak tylko o tym uslyszalam to nie jest bezsensu, to jest rodzaj tej magii , ktory mnie tu przywiodl , zebym zaczela odnajdywac siebie... Dlaczego pisze , jakbym byla chora, albo pijana?? Juz wyjasniam, poznalam fenomenalna osobe, fantastyczna... Na imie ma Fred , jest francuzem, buddysta, byl znana francuska gwiazda oraz modelem bielizny, cialo doskonale, lepsze niz greckiego boga... a poza tym fenomenalna osoba, ktora nauczyla mnie innego spojrzenia na czas, na to kim jestem i gdzie jestem i przekazala mi cos niezwyklego.... zeby poczuc prawdziwe szczescie trzeba bc tu i teraz, wtedy tylko jestes w stanie dostrzec to co Cie otacza i to co Cie tworzy i ja to zaczynam widziec, i zaczynam wierzyc, ze to jest moje miejsce i nie jestem tu bez powodu...A o Fredzie musicie wiedziec, ze nie zabija nawet komarow, jest instruktorem jogi , mieszka na przedmiesciach Paryza i jest tak kompletnie uroczo dobry, ze az mi glupio, i od wielu miesiecy podrozuje po swiecie, szukajac , zwiedzajac i medytujac, ja zaczynam medytowac.. tzn.z reguly jak chce to zasypiam, oj jestem strasznie zmeczona... no i wyjasnil mi, ze moge byc najszczesliwsza na swiecie, ale to jest normalne, ze czasem watpie, i chce uciekac, tak wlasnie jest, jestesmy ludzmi, ulomnymi w swoich slabosciach... no , a Fred wyruszyl dalej... po drodze w Santiago zawitala jeszcze grupa amerykanskich studentow z Colorado, ktorzy sa inzynierami i jezdza po calej Boliwii i naprawiaja jakies pompy! No i dzieki nim znowu poczulam sie jak studentka - wariatka, a nie jak zgrzybiala nauczycielka, to jest najgorsze... No i troche mnie czasem zasmucaja dzieciaki, latwo jest przekroczyc granice i czesto nie mozna juz wrocic.. Staram sie , wierzcie mi, ale potrzebuje przyjaciol i poczucia,ze ktos mnie kocha !
no i ciezko sie pracuje, gdy dajesz cale serce, energie, czas, siebie , wszystko, a oni Ci tego nie zwracaja w zaden sposob, a jeszcze sprawiaja, ze chce Ci sie plakac.. oj dzisiaj poprobowo gorszy dzien, a jeszcze nagranie na konkurs przede mna! Ej , ale teraz na powaznie... Wiecie co nie mozecie mowic, ze o Was zapominam , ani cokolwiek, bo wy jestescie czastkami mnie , ktorych nie mozna sie pozbyc, nawet jakbym chciala, a teraz ja!! Jak ja sie moge czuc, jak prawie nikt nie zdobywa sie na napisanie glupiego trzyzdaniowego maila!!!! Niegrzeczni, wy jestescie moja sila napedowa, wiem , ze mam do kogo wrocic, dla kogo zyc i wroce i zyje, tylko czasem potrzebuje wsparcia:)
No , a w ogole to jest cudowne , ze poznaje tu tak niezwyklych ludzi... bo kto normalny , by przyjechal do santiago?? chyba nikt:) No i chyba pojde dzisiaj potanczyc , bo opanowuje juz salse... oj tak!!!
Ale mam nowa obawe....... nie wiedzialam, i moze to lepiej, ze zyja tu tygrysy.....!!!! Mnostwo.... jeny....staram sie nie panikowac, ale to jest troche przerazajace.. no i dzisiaj Raquel i Joe zabili krowe, Fredowi byloby smutno, jakby tu byl.... ale moj album z ludzmi sie zapelnia, a ja zakochalam sie w mojej malej Danie trebaczce, ktora zawsze wie kiedy mnie przytulic
buziaki
Musze Wam napisac.. wszystko zaczyna sie wyjasniac, wszystko zaczyna sie ukladac , wszystko staje sie przejrzyste, znajduje sie... jestem... To, ze podjelam decyzje o przyjezdzie tutaj w jedna minute, ze wiedzialam od razu, bez zastanowienia, jak tylko o tym uslyszalam to nie jest bezsensu, to jest rodzaj tej magii , ktory mnie tu przywiodl , zebym zaczela odnajdywac siebie... Dlaczego pisze , jakbym byla chora, albo pijana?? Juz wyjasniam, poznalam fenomenalna osobe, fantastyczna... Na imie ma Fred , jest francuzem, buddysta, byl znana francuska gwiazda oraz modelem bielizny, cialo doskonale, lepsze niz greckiego boga... a poza tym fenomenalna osoba, ktora nauczyla mnie innego spojrzenia na czas, na to kim jestem i gdzie jestem i przekazala mi cos niezwyklego.... zeby poczuc prawdziwe szczescie trzeba bc tu i teraz, wtedy tylko jestes w stanie dostrzec to co Cie otacza i to co Cie tworzy i ja to zaczynam widziec, i zaczynam wierzyc, ze to jest moje miejsce i nie jestem tu bez powodu...A o Fredzie musicie wiedziec, ze nie zabija nawet komarow, jest instruktorem jogi , mieszka na przedmiesciach Paryza i jest tak kompletnie uroczo dobry, ze az mi glupio, i od wielu miesiecy podrozuje po swiecie, szukajac , zwiedzajac i medytujac, ja zaczynam medytowac.. tzn.z reguly jak chce to zasypiam, oj jestem strasznie zmeczona... no i wyjasnil mi, ze moge byc najszczesliwsza na swiecie, ale to jest normalne, ze czasem watpie, i chce uciekac, tak wlasnie jest, jestesmy ludzmi, ulomnymi w swoich slabosciach... no , a Fred wyruszyl dalej... po drodze w Santiago zawitala jeszcze grupa amerykanskich studentow z Colorado, ktorzy sa inzynierami i jezdza po calej Boliwii i naprawiaja jakies pompy! No i dzieki nim znowu poczulam sie jak studentka - wariatka, a nie jak zgrzybiala nauczycielka, to jest najgorsze... No i troche mnie czasem zasmucaja dzieciaki, latwo jest przekroczyc granice i czesto nie mozna juz wrocic.. Staram sie , wierzcie mi, ale potrzebuje przyjaciol i poczucia,ze ktos mnie kocha !
no i ciezko sie pracuje, gdy dajesz cale serce, energie, czas, siebie , wszystko, a oni Ci tego nie zwracaja w zaden sposob, a jeszcze sprawiaja, ze chce Ci sie plakac.. oj dzisiaj poprobowo gorszy dzien, a jeszcze nagranie na konkurs przede mna! Ej , ale teraz na powaznie... Wiecie co nie mozecie mowic, ze o Was zapominam , ani cokolwiek, bo wy jestescie czastkami mnie , ktorych nie mozna sie pozbyc, nawet jakbym chciala, a teraz ja!! Jak ja sie moge czuc, jak prawie nikt nie zdobywa sie na napisanie glupiego trzyzdaniowego maila!!!! Niegrzeczni, wy jestescie moja sila napedowa, wiem , ze mam do kogo wrocic, dla kogo zyc i wroce i zyje, tylko czasem potrzebuje wsparcia:)
No , a w ogole to jest cudowne , ze poznaje tu tak niezwyklych ludzi... bo kto normalny , by przyjechal do santiago?? chyba nikt:) No i chyba pojde dzisiaj potanczyc , bo opanowuje juz salse... oj tak!!!
Ale mam nowa obawe....... nie wiedzialam, i moze to lepiej, ze zyja tu tygrysy.....!!!! Mnostwo.... jeny....staram sie nie panikowac, ale to jest troche przerazajace.. no i dzisiaj Raquel i Joe zabili krowe, Fredowi byloby smutno, jakby tu byl.... ale moj album z ludzmi sie zapelnia, a ja zakochalam sie w mojej malej Danie trebaczce, ktora zawsze wie kiedy mnie przytulic
buziaki
środa, 16 maja 2012
Przyszla jesien, tylko taka z liscmi . To znaczy, ze wszystko jest mniej kolorowe, bardziej nostaligiczne, chlodne i bezsloneczne, jest jakos mniej radosci, mniej smiechu , a ja nie rozstaje sie ze swoim przenosnym Alpakoswetrem...
I po tych prawie 3 miesiacach moge spokojnie powiedziec przystosowalam sie, przesiakam zapachem Santiago, zaczynam rozumiec wiele rzeczy, spraw, zaczynam mowic po hiszpansku, zaczynam dostrzegac sprawy , ktorych nie dostrzegalam, a najwiekszymi znakami, ktore powoduja , ze wiem , ze jestem tu naprawde, ze nie zniknelam i , ze istnieje sa plotki o mnie, bardzo glupie, sa fiesty z moimi przyjaciolmi, na ktorych musze tanczyc te nudne tance, no a ze mam problem z tym , ze bardzo szybko mi sie to nudzi i zaczynam tanczyc jak to an mnie przystalo wszyscy mysla , ze jestem wariatka... no i zapomnialam dodac 4, 5 litrowy baniak wina, niedobrego wina, ale przynajmniej jest go duzo:) Wszyscy tu czegos ode mnie chca, ale najgorzej jak sie we mnie zakochuja i nie daja mi spokoju glupimi smsami, moim najwiekszym adoratorturorem jest nauczyciel od matematyki ma okolo 23 lat i jest we mnie zakochany ponad zycie, mimo ze rozmawialam z nim raz i to nie sam na sam, a on juz rysuje moje nagie podobizny, no i oczywiscie wszyscy o tym juz wiedza... wiec on sie troche zdenerowal, ale nie martwcie sie, ja sie tym nie przejmuje ..No i to , ze powiedzialam rozmawialam, tez jest za duzo powiedziane.
Oj duzo sie dzieje, przepraszam, ze tak to wszystko zaniedbalam, tak zaniedbalam Was.. to jest niemile.. Po prostu trudno znalezc jest czas na cokolwiek, gdy zajmujesz sie napedzaniem systemu edukacji muzycznej w Santiago... Wierzcie mi to jest sporoa robota, w dodatku musze pisac jakies raporty z mojej pracy, po hiszpansku i wierzcie mi strasznie mnie to wkurza...
Ale , ale dosyc o tym... Przeze mnie przegapiliscie kompletnie festiwal, ktory byl absolutnie boski.. I dzieki niemu udalo mi sie spedzic w Santa Cruz cale 5 dni!!! Dzieki temu, zaczynam rozumiec to miasto moloch, ale nadal budzi we mnie pewien rodzaj przerazenia...
I festiwal jestem kompletnie dumna z moich dzieciakow, z tego co razem zrobilismy przez te 2 choletnie ciezkie miesiace, msze w Santa Cruz nie byly powalajace na kolana, ale to byla tylko proba generalna przed koncertem festiwalowym w Santiago i musze powiedziec , ze wyszedl genialnie , sama w to nie wierzylam , ludzie byli pod wrazeniem, a ja bylam kompletnie wyczerpana, bo dla studentki 2-go roku dyrygentury choralnej i tak dalej moze byc ciezko dyrygowac godzinnym programem, od poczatku do konca , bez mozliwosci odpoczynku , rzucenia batuty, gdy cos nie wyjdzie(jedna mi sie zlamala na probie, przepraszam A...) , bez mozliwosci poddania sie, z cala ta cholernie ciezka odpowiedzialnoscia na karku, ktorej nigdy nie bylam swiadoma... No i bylismy w boliwijskim dzien dobry tvn, oj dzieciaki byly zachwycone, ze mogly spotkac swoje ulubione gwiazdy z jednego z najwazniejszych kanalow telewizyjnych w boliwii, no i w gazecie... I wiecie co mnie to naprawde nie obchodzi, telewizja, czy cokolwiek.. Dla mnie jest to absolutnie niewazne, ale zobaczyc radosc dzieciakow, to jest najpiekniejsza sprawa na swiecie... Uwielbiam to!!! Uwielbiam , gdy sprawiam,ze sie smieja. Mimo, ze czasem musze z siebie zrobic wariatke...coz to sie nie zmienilo:) No, ale wracajac do Santa Cruz dzieki temu festiwalowi moglam wysluchac chyba najlepszego koncertu na jakim kiedykolwiek bylam , wierzcie mi , byl doskonaly zespol nazywal sie La Barocca del Suquia, byli doskonali... Absolutnie nigdy , przenigdy nie slyszalam tak dobrego barokowego zespolu smyczkowego, porwali moja dusze od pierwszej do ostatniej minuty..No i to, ze moglam spotkac mojego padre i ludzi z Polski, ktorzy sa tak kompletnie porabani , ze umarlam ze smiechu, naprawde... Po prostu , gdy nie masz pieniedzy na alkohol zabierz ich ze soba, gdy nie umiesz hiszpanskiego... to nic zabierz ich ze soba, oni sa absolutnie geniali w rozmowach po polsku, z ludzmi , ktorzy nawet nie wiedza ¡, ze istnieje taki kraj... Nigdy nie zapomne tego wieczoru w hotelu i ile sie wtedy smialam i dziekuje Wam to daje mi sile teraz... No i padre odwiedzil mnie na wiosce no i troche sie zdziwil:) W sumie kazdy z Was by sie zdziwil, a wielu mogloby miec problem z przystosowaniem, teraz czekam na spotkanie ze skorpionem, jeszcze zadnego nie widzialam.. a podobno jest ich tu duzo. No i poznalam na festiwalu , w Santa cruz i w ogole ostatnio wielu fantastycznych ludzi, ktorzy chca pomagac, ktorzy zapraszaja mnie do siebie... Aktualnie tu w Santiago mieszka para boliwijska, sa dziennikarzami i robia rozeznanie w turystyce Santiago, no i on ma wloskie korzenie i robi najlepsza paste na swiecie:) Oj tak, dobrych sobie znajomych znajduje.... Ale oprocz tych doskonalych , cudownych ludzi moich przyjaciol przyjezdzaja tu takze Ci wkurzajacy... Np. w zeszly weekend!!! Madre Mia, myslalam, ze zabije... Przyjechal 26 letni genialny skrzypek i chcial uczyc moje dzieciaki no i uczyl... tylko oprocz tego, ze byl genialnym skrzypkiem to byl fatalna osoba, ktora chciala mi ukladac plan lekcji w MOJEJ SZKOLE i , ktora zabrala mi pierwsza wolna sobote od przyjazdu do Boliwii!!!!! Ale walcze ze soba , jestem cierpliwa mimo, ze czasem chce komus skrecic kark...
No i mam nowe doznania.... Pamietacie , moze niektorzy z Was , nie wszyscy... jak mowilam ,ze nigdy nie wsiade na motor... Otoz , gdy pozegnalam mojego padre stwierdzilam raz kozie smierc... I pojechalam motorowa taksowka ponad 20 km do domu i wiecie co ... to byl czad!!! Mimo, ze droga nie jest najlepszaa no i oczywiscie jezdzilam na koniu...
A ostatnio w niedziele wracalam wieczorem od Kathryn no i ja niemyslaca nie mam latarki , tylko komorke no , a K. mieszka na koncu swiata ... Bylo naprawde ciemno, i nie chodzi o to, ze sie balam, ale o to, ze sie oczywiscie wywrocilam!!!! Ale , nic sie nie stalo, zachowalam spokoj... Jednak po jakis 10 minutach marszu okazalo sie ze nie ma mojej mp3.. coz wiec pozostalo mi zrobic... Musialam wrocic do tego samego miejsca... oczywiscie wybralam zla droge(bylo ciemno)... no ale znalazlam i mam... i mam takze dziure w spodniach na drugim kolanie niz pierwszym, bo na pierwszym mam dziure po tym, jak sie przewrocilam w Pozn. Chyba jestem szczesciara... wieksza niz moj aparat , ktory nie dziala na dal po tym, jak miesiac temu wykapal sie w mojej torebce... Acz nie narzekam... Lece ...
I dziekuje za plyty!!! A reszte ochrzaniam , ze nie moze znalezc 5 minut na napisanie maila, czy cos!!!
Buziaki
I po tych prawie 3 miesiacach moge spokojnie powiedziec przystosowalam sie, przesiakam zapachem Santiago, zaczynam rozumiec wiele rzeczy, spraw, zaczynam mowic po hiszpansku, zaczynam dostrzegac sprawy , ktorych nie dostrzegalam, a najwiekszymi znakami, ktore powoduja , ze wiem , ze jestem tu naprawde, ze nie zniknelam i , ze istnieje sa plotki o mnie, bardzo glupie, sa fiesty z moimi przyjaciolmi, na ktorych musze tanczyc te nudne tance, no a ze mam problem z tym , ze bardzo szybko mi sie to nudzi i zaczynam tanczyc jak to an mnie przystalo wszyscy mysla , ze jestem wariatka... no i zapomnialam dodac 4, 5 litrowy baniak wina, niedobrego wina, ale przynajmniej jest go duzo:) Wszyscy tu czegos ode mnie chca, ale najgorzej jak sie we mnie zakochuja i nie daja mi spokoju glupimi smsami, moim najwiekszym adoratorturorem jest nauczyciel od matematyki ma okolo 23 lat i jest we mnie zakochany ponad zycie, mimo ze rozmawialam z nim raz i to nie sam na sam, a on juz rysuje moje nagie podobizny, no i oczywiscie wszyscy o tym juz wiedza... wiec on sie troche zdenerowal, ale nie martwcie sie, ja sie tym nie przejmuje ..No i to , ze powiedzialam rozmawialam, tez jest za duzo powiedziane.
Oj duzo sie dzieje, przepraszam, ze tak to wszystko zaniedbalam, tak zaniedbalam Was.. to jest niemile.. Po prostu trudno znalezc jest czas na cokolwiek, gdy zajmujesz sie napedzaniem systemu edukacji muzycznej w Santiago... Wierzcie mi to jest sporoa robota, w dodatku musze pisac jakies raporty z mojej pracy, po hiszpansku i wierzcie mi strasznie mnie to wkurza...
Ale , ale dosyc o tym... Przeze mnie przegapiliscie kompletnie festiwal, ktory byl absolutnie boski.. I dzieki niemu udalo mi sie spedzic w Santa Cruz cale 5 dni!!! Dzieki temu, zaczynam rozumiec to miasto moloch, ale nadal budzi we mnie pewien rodzaj przerazenia...
I festiwal jestem kompletnie dumna z moich dzieciakow, z tego co razem zrobilismy przez te 2 choletnie ciezkie miesiace, msze w Santa Cruz nie byly powalajace na kolana, ale to byla tylko proba generalna przed koncertem festiwalowym w Santiago i musze powiedziec , ze wyszedl genialnie , sama w to nie wierzylam , ludzie byli pod wrazeniem, a ja bylam kompletnie wyczerpana, bo dla studentki 2-go roku dyrygentury choralnej i tak dalej moze byc ciezko dyrygowac godzinnym programem, od poczatku do konca , bez mozliwosci odpoczynku , rzucenia batuty, gdy cos nie wyjdzie(jedna mi sie zlamala na probie, przepraszam A...) , bez mozliwosci poddania sie, z cala ta cholernie ciezka odpowiedzialnoscia na karku, ktorej nigdy nie bylam swiadoma... No i bylismy w boliwijskim dzien dobry tvn, oj dzieciaki byly zachwycone, ze mogly spotkac swoje ulubione gwiazdy z jednego z najwazniejszych kanalow telewizyjnych w boliwii, no i w gazecie... I wiecie co mnie to naprawde nie obchodzi, telewizja, czy cokolwiek.. Dla mnie jest to absolutnie niewazne, ale zobaczyc radosc dzieciakow, to jest najpiekniejsza sprawa na swiecie... Uwielbiam to!!! Uwielbiam , gdy sprawiam,ze sie smieja. Mimo, ze czasem musze z siebie zrobic wariatke...coz to sie nie zmienilo:) No, ale wracajac do Santa Cruz dzieki temu festiwalowi moglam wysluchac chyba najlepszego koncertu na jakim kiedykolwiek bylam , wierzcie mi , byl doskonaly zespol nazywal sie La Barocca del Suquia, byli doskonali... Absolutnie nigdy , przenigdy nie slyszalam tak dobrego barokowego zespolu smyczkowego, porwali moja dusze od pierwszej do ostatniej minuty..No i to, ze moglam spotkac mojego padre i ludzi z Polski, ktorzy sa tak kompletnie porabani , ze umarlam ze smiechu, naprawde... Po prostu , gdy nie masz pieniedzy na alkohol zabierz ich ze soba, gdy nie umiesz hiszpanskiego... to nic zabierz ich ze soba, oni sa absolutnie geniali w rozmowach po polsku, z ludzmi , ktorzy nawet nie wiedza ¡, ze istnieje taki kraj... Nigdy nie zapomne tego wieczoru w hotelu i ile sie wtedy smialam i dziekuje Wam to daje mi sile teraz... No i padre odwiedzil mnie na wiosce no i troche sie zdziwil:) W sumie kazdy z Was by sie zdziwil, a wielu mogloby miec problem z przystosowaniem, teraz czekam na spotkanie ze skorpionem, jeszcze zadnego nie widzialam.. a podobno jest ich tu duzo. No i poznalam na festiwalu , w Santa cruz i w ogole ostatnio wielu fantastycznych ludzi, ktorzy chca pomagac, ktorzy zapraszaja mnie do siebie... Aktualnie tu w Santiago mieszka para boliwijska, sa dziennikarzami i robia rozeznanie w turystyce Santiago, no i on ma wloskie korzenie i robi najlepsza paste na swiecie:) Oj tak, dobrych sobie znajomych znajduje.... Ale oprocz tych doskonalych , cudownych ludzi moich przyjaciol przyjezdzaja tu takze Ci wkurzajacy... Np. w zeszly weekend!!! Madre Mia, myslalam, ze zabije... Przyjechal 26 letni genialny skrzypek i chcial uczyc moje dzieciaki no i uczyl... tylko oprocz tego, ze byl genialnym skrzypkiem to byl fatalna osoba, ktora chciala mi ukladac plan lekcji w MOJEJ SZKOLE i , ktora zabrala mi pierwsza wolna sobote od przyjazdu do Boliwii!!!!! Ale walcze ze soba , jestem cierpliwa mimo, ze czasem chce komus skrecic kark...
No i mam nowe doznania.... Pamietacie , moze niektorzy z Was , nie wszyscy... jak mowilam ,ze nigdy nie wsiade na motor... Otoz , gdy pozegnalam mojego padre stwierdzilam raz kozie smierc... I pojechalam motorowa taksowka ponad 20 km do domu i wiecie co ... to byl czad!!! Mimo, ze droga nie jest najlepszaa no i oczywiscie jezdzilam na koniu...
A ostatnio w niedziele wracalam wieczorem od Kathryn no i ja niemyslaca nie mam latarki , tylko komorke no , a K. mieszka na koncu swiata ... Bylo naprawde ciemno, i nie chodzi o to, ze sie balam, ale o to, ze sie oczywiscie wywrocilam!!!! Ale , nic sie nie stalo, zachowalam spokoj... Jednak po jakis 10 minutach marszu okazalo sie ze nie ma mojej mp3.. coz wiec pozostalo mi zrobic... Musialam wrocic do tego samego miejsca... oczywiscie wybralam zla droge(bylo ciemno)... no ale znalazlam i mam... i mam takze dziure w spodniach na drugim kolanie niz pierwszym, bo na pierwszym mam dziure po tym, jak sie przewrocilam w Pozn. Chyba jestem szczesciara... wieksza niz moj aparat , ktory nie dziala na dal po tym, jak miesiac temu wykapal sie w mojej torebce... Acz nie narzekam... Lece ...
I dziekuje za plyty!!! A reszte ochrzaniam , ze nie moze znalezc 5 minut na napisanie maila, czy cos!!!
Buziaki
wtorek, 24 kwietnia 2012
W koncu chwila oddechu, chwila na to, zeby cos napisac. Wierzcie mi to co sie tu dzieje to jest istne wariactwo, czasem nawet nie wiem kim juz jestem: nauczycielem skrzypiec, kontrabasu, wiolonczeli, dyrygentka choru , czy orkiestry, czy psychologiem, czy matka, czy stroicielem organow... Tu jestem tym wszystkim i czasem ciezko odnalezc sie w tych wszystkich rolach.. Wystarczy,ze masz gorszy dzien, wystarczy , ze zle sie czujesz i pokazesz slabsza twarz, a oni potrafia wejsc Ci na glowe. No i to sa te zle momenty , no i jeszcze zlo polegajace na tym, ze nie umiem sie do konca wyrazic po hiszpansku i czasem dzieciaki czuja sie zagubione, ale odnajdujemy sie , zawsze w polowie drogi, bo zawsze jest ktos kto mnie rozumie... a w sumie porownujac w Polsce bylo podobinie, nie zawsze mnie rozumieliscie, tego zawilego toku mojego rozumowania, a teraz ten zawily tok nie mysli tylko po Polsku, ale jeszcze po Hiszpansku i Angielsku ... no i mozna dostac calkowitego wariactwa, jak sie mnie slucha:)
No , ale co sie stalo i czemu mam ochote wrocic do domu na skrzydlach Pegaza??
Wiec w czwartek zmarla mieszkanka Santiago... I skad mozesz wiedziec, ze ktos umarl?? Bo informuja o tym specjalne dzwony... Wiec umarla, no i gdy umiera ktos w Pozna. albo Puszczy. no to jest smutno, ale moze sie okazac, ze w ogole nie znamy tej osoby.. Tutaj ta osoba jest zawsze jakas ciocia, babcia, dziadkiem, albo kims innym, wiec w piatek wszystkie moje dzieciaki koniecznie musialy isc na pogrzeb, w sumie nie dlatego, ze bylo im smutno, ale dlatego, ze pogrzeb to jest kolejny ciekawy sposob na spedzenie popoludnia... Nie za bardzo mialam ochote ogladac cialo w otwartej trumnie i patrzec na przedstawienie, ktore polega na plakaniu i mdleniu wiec mialam chwile dla siebie, chwilke odpoczynku, gdyz jak wiecie, lub nie zajmuje sie strojeniem organow.... Po co i w ogole dlaczego?? W sobote mianowicie u nas w Santiago z okazji festiwalu jest koncert bardzo znanego organisty z USA, a przez ostatnie pare miesiecy organy byly naprawiane przez czowieka geniusza- Ediegomilsona... wyobrazcie sobie, ze on nie am nic wspolnego z muzyka , ale ma umysl na miare Leonarda da Vinci i naprawil te organy, mimo tego, ze nie ma o tym bladego pojecia. Mnie i Kathryn pozostalo tylko je nastroic... No i to jest katorznicza, straszna praca... szczegolnie w wysokich rejestrach... To , ze spedzalam wewnatrz organow dlugie godziny, wymyslajac jak moge nastroic ten wlasnie rejestr i te okropne wysokie dzwieki, ktore wbily sie w moj umysl, to wszystko sprawilo, ze jestem wyczerpana, ze naprawde nie mam juz sily, a festiwal za pasem... No, ale moge sie pochwalic nowa umiejetnoscia - wiem jak stroci organy, moze to nie brzmi idealnie, ale jak na pierwszy raz moge byc z siebie dumna, no i niektorych rejestrow nie dam rady nastroic, ale cieszmy sie z tego co mamy:)
No i moje prawdziwe wiejskie zycie... To jest to, jazda jeepem po boliwijskich drogach na pastwisko , zaganianie krow do wodopoju... Poza tym nawet nie bylam w stanie sobie wyobrazic, ze dojenie krow moze byc tak zabawne, ze umieram ze smiechu...oj tak, podoba mi sie:)
No , ale konczac o moich dzieciakach, to nie przyszly tez na probe w sobote , a w niedziele mielismy spiewac na mszy... spoznily sie takze w niedziele i powiedzialam, ze nie zaspiewamy... No i Kathry. przeprowadzila z nimi rozmowe i wczoraj na probie byli wszyscy... Wiecie dlaczego ? Bo bali sie , ze wroce do Polski i mowili miedzy soba: , ej musimy isc na probe, bo inaczej profa Asia wyjedzia do Polski, Cudowne... ide na lunch buziaki piszcie mi:*:*
No , ale co sie stalo i czemu mam ochote wrocic do domu na skrzydlach Pegaza??
Wiec w czwartek zmarla mieszkanka Santiago... I skad mozesz wiedziec, ze ktos umarl?? Bo informuja o tym specjalne dzwony... Wiec umarla, no i gdy umiera ktos w Pozna. albo Puszczy. no to jest smutno, ale moze sie okazac, ze w ogole nie znamy tej osoby.. Tutaj ta osoba jest zawsze jakas ciocia, babcia, dziadkiem, albo kims innym, wiec w piatek wszystkie moje dzieciaki koniecznie musialy isc na pogrzeb, w sumie nie dlatego, ze bylo im smutno, ale dlatego, ze pogrzeb to jest kolejny ciekawy sposob na spedzenie popoludnia... Nie za bardzo mialam ochote ogladac cialo w otwartej trumnie i patrzec na przedstawienie, ktore polega na plakaniu i mdleniu wiec mialam chwile dla siebie, chwilke odpoczynku, gdyz jak wiecie, lub nie zajmuje sie strojeniem organow.... Po co i w ogole dlaczego?? W sobote mianowicie u nas w Santiago z okazji festiwalu jest koncert bardzo znanego organisty z USA, a przez ostatnie pare miesiecy organy byly naprawiane przez czowieka geniusza- Ediegomilsona... wyobrazcie sobie, ze on nie am nic wspolnego z muzyka , ale ma umysl na miare Leonarda da Vinci i naprawil te organy, mimo tego, ze nie ma o tym bladego pojecia. Mnie i Kathryn pozostalo tylko je nastroic... No i to jest katorznicza, straszna praca... szczegolnie w wysokich rejestrach... To , ze spedzalam wewnatrz organow dlugie godziny, wymyslajac jak moge nastroic ten wlasnie rejestr i te okropne wysokie dzwieki, ktore wbily sie w moj umysl, to wszystko sprawilo, ze jestem wyczerpana, ze naprawde nie mam juz sily, a festiwal za pasem... No, ale moge sie pochwalic nowa umiejetnoscia - wiem jak stroci organy, moze to nie brzmi idealnie, ale jak na pierwszy raz moge byc z siebie dumna, no i niektorych rejestrow nie dam rady nastroic, ale cieszmy sie z tego co mamy:)
No i moje prawdziwe wiejskie zycie... To jest to, jazda jeepem po boliwijskich drogach na pastwisko , zaganianie krow do wodopoju... Poza tym nawet nie bylam w stanie sobie wyobrazic, ze dojenie krow moze byc tak zabawne, ze umieram ze smiechu...oj tak, podoba mi sie:)
No , ale konczac o moich dzieciakach, to nie przyszly tez na probe w sobote , a w niedziele mielismy spiewac na mszy... spoznily sie takze w niedziele i powiedzialam, ze nie zaspiewamy... No i Kathry. przeprowadzila z nimi rozmowe i wczoraj na probie byli wszyscy... Wiecie dlaczego ? Bo bali sie , ze wroce do Polski i mowili miedzy soba: , ej musimy isc na probe, bo inaczej profa Asia wyjedzia do Polski, Cudowne... ide na lunch buziaki piszcie mi:*:*
wtorek, 17 kwietnia 2012
Mango zakwitlo poraz trzeci w tym roku!! I troszke sie ochlodzilo, ale tym razem nie popadam w depresje, bo to jest rodzaj cieplego zimna i to moze byc nawet przyjemne... Ale z tego powodu, ze ciezko teraz spedzac wieczory na swiezym powietrzu , bo jest po prostu mokro, zamykam sie w swoim pokoju i w absolutnej ciemnosci ogladam Narnie i jest magicznie.. Wiecie dlaczego?? Uswiadomilam sobie, ze ja weszlam teraz do swojej szafy , uswiadomilam sobie, ze jestem w swojej Narnii... W swiecie tak odmiennym od tego , w ktorym zyje na codzien, w swiecie , w ktorym jest mnostwo magii, mnostwo niezwyklosci i mnostwo kolorow...a ja pelnie tu zupelnie inna role, niz w moim domowym swiecie...Tylko oni tam byli calym rodzenstwem, mogli zrozumiec to , w jakiej sytuacji sie znalezli i gdy bylo im smutno mogli sie po prostu przytulic do osoby, ktora rozumie ja najbardziej na swiecie.. no i wlasnie tego mi brakuje!! Osoby do rozumienia:)
Ale pozanalam kolejna cudowna , kompletnie doskonala historie!!! Historia o Doñi Carmen, ktora jest pomoca domowa Kathryn i ma chyba jakies 70 lat i wyglada , jak taka babcia wierzba z siwymi warkoczami i cudowna twarza, ktora ma w sobie niesamowita radosc i takie piekno ukryte pod wieloma zmarszczkami. Mianowicie Doña Carmen urodzila sie w wiosce Santo Corazøn , jest to wioska jeszcze bardziej w srodku nicosci, i jeszcze 2 lata chyba temu mozna tam bylo dotrzec na mule, albo osle. Ojciec Doñi Carmen pracowal jako mysliwy na tygrysy!!! Niewyobrazalne!! Ala wyobrazcie sobie, ze jeszcze 50 lat temu ta wioska byla terroryzowana przez Indian, ktorzy porywali ludzi , albo zabijali wedrowcow w gorach i mala Carmen nie mogla zblizac sie do rzeki , bo moglaby zostac porwana i zabita przez tych Indian.. To jest naprawde niezwykle!!! To niezwykle, ze sa ludzie, ktorzy maja zycie takie jak my widzimy w filmach. A wlasnie i w niedziele byli goscie!!! Prawdziwi, absolutnie prawdziwi kowboje, ktorzy w ciagu jednego dnia pokonuja 300 km konno .. i wiedza jak poslugiwac sie lasso!!! Nigdy nie myslalam, ze mozna poslugiwac sie lasso, ale tutaj to jest na porzadku dziennym!!!
Przepraszam, ze tak strasznie wszystko ostatnio zaniedbuje, ale lada dzien jest festiwal, mnostwo pracy, dzieciaki staja sie znudzone programem,ale daje rade. Jak zawsze, ja niezniszczalna!! Chociaz zlapala mnie nostalgia, kiedy przyjechali tu ludzie z Danii, w moim wieku, ktorzy podrozuja po Ameryce Poludniowej, ale sie nie daje, tylko zaczynam sie stawac czescia spoleczenstwa, a hiszpanski idzie coraz lepiej, tylko moje zadania domowe sa naprawde potezne!! W koncu nie zostalo zbyt wiele czasu , bo Peter i Deli. niedlugo zostawiaja Santiago... Oj biedna, biedna bede:)
Buziaki
A i wlasnie zgrywajcie mi plyty z filmami!! Potrzebuje filmow!!! Blagam!!!! I muzyki i wszystkiego:)buziaki
Ale pozanalam kolejna cudowna , kompletnie doskonala historie!!! Historia o Doñi Carmen, ktora jest pomoca domowa Kathryn i ma chyba jakies 70 lat i wyglada , jak taka babcia wierzba z siwymi warkoczami i cudowna twarza, ktora ma w sobie niesamowita radosc i takie piekno ukryte pod wieloma zmarszczkami. Mianowicie Doña Carmen urodzila sie w wiosce Santo Corazøn , jest to wioska jeszcze bardziej w srodku nicosci, i jeszcze 2 lata chyba temu mozna tam bylo dotrzec na mule, albo osle. Ojciec Doñi Carmen pracowal jako mysliwy na tygrysy!!! Niewyobrazalne!! Ala wyobrazcie sobie, ze jeszcze 50 lat temu ta wioska byla terroryzowana przez Indian, ktorzy porywali ludzi , albo zabijali wedrowcow w gorach i mala Carmen nie mogla zblizac sie do rzeki , bo moglaby zostac porwana i zabita przez tych Indian.. To jest naprawde niezwykle!!! To niezwykle, ze sa ludzie, ktorzy maja zycie takie jak my widzimy w filmach. A wlasnie i w niedziele byli goscie!!! Prawdziwi, absolutnie prawdziwi kowboje, ktorzy w ciagu jednego dnia pokonuja 300 km konno .. i wiedza jak poslugiwac sie lasso!!! Nigdy nie myslalam, ze mozna poslugiwac sie lasso, ale tutaj to jest na porzadku dziennym!!!
Przepraszam, ze tak strasznie wszystko ostatnio zaniedbuje, ale lada dzien jest festiwal, mnostwo pracy, dzieciaki staja sie znudzone programem,ale daje rade. Jak zawsze, ja niezniszczalna!! Chociaz zlapala mnie nostalgia, kiedy przyjechali tu ludzie z Danii, w moim wieku, ktorzy podrozuja po Ameryce Poludniowej, ale sie nie daje, tylko zaczynam sie stawac czescia spoleczenstwa, a hiszpanski idzie coraz lepiej, tylko moje zadania domowe sa naprawde potezne!! W koncu nie zostalo zbyt wiele czasu , bo Peter i Deli. niedlugo zostawiaja Santiago... Oj biedna, biedna bede:)
Buziaki
A i wlasnie zgrywajcie mi plyty z filmami!! Potrzebuje filmow!!! Blagam!!!! I muzyki i wszystkiego:)buziaki
Subskrybuj:
Posty (Atom)